EDWARD GUZIAKIEWICZ   ENBARGONKI

Tytułem wstępu



Ta powieść jest kontynuacją mikropowieści „Supernowa”. Autor rozpoczął nad nią pracę we wrześniu 2015 r., a jej pierwszą część (240 ss znorm mpsu) ukończył w sierpniu 2016 r. Miejsce akcji: Układ Słoneczny w Galaktyce Drogi Mlecznej oraz nieznane rewiry Galaktyki Trójkąta.

Enbargoni są dominującą inteligentną rasą, jak to wynika z „Supernowej”, wchodzącą w tajne układy handlowe z wybranymi koncernami Układu Słonecznego. Podsuwają skrycie korporacjom nowe technologie, ukrywając jednocześnie swe istnienie przed ogółem mieszkańców Ziemi. Zamierzają wszakże uczynić kolejny ważny krok na polu z pozoru bezinteresownej współpracy i aż ciarki przechodzą, gdy sobie uzmysławić, jaki…

W „Enbargonkach”, podobnie jak w powieściach „Hurysy z katalogu” i „A jeśli jutra nie będzie”, autor dotyka kontrowersyjnego tematu poligamii.


Ciąg dalszy „Supernowej”...


Po powrocie na Ziemię członkowie wyprawy na orbitę odległej gwiazdy zostaną poddani drobiazgowym badaniom lekarskim i główny bohater, William Smith, ze zgrozą odkryje, że enbargońscy medycy obdarowali go całkowicie nowym ciałem. A co z jego głową? Czy w niej także coś poprzestawiali? Wstrząśnięty do głębi szokującym odkryciem, powieściowy pechowiec będzie szukać pocieszenia w objęciach klonoandroida do uciech cielesnych, młodziutkiej i kosztownej Madison. Nie wie jeszcze, że wkrótce wróci do Galaktyki Trójkąta.



Na ownlogu autora...


Od września 2015 r. autor regularnie zamieszczał wybrane fragmenty pisanej powieści na swoim ownlogu. Przejrzyj jego zapiski! #enbargonki



Na rynku księgarskim


Dostępne wydania:          




Fragment powieści


W

czasie śniadania, ostatniego wspólnego posiłku, po którym mieliśmy się rozstać i rozjechać, każdy w swoją stronę, pojawił się John z drobnym wąsikiem, znany wszystkim facet ze szkolenia. Załatwiał firmowe sprawy rzutem na taśmę. Bez ceregieli przysiadał się do różnych osób, podsuwając im przygotowane wcześniej umowy. Ominął jednak dowódcę wyprawy i kapelana, jakby ci dwaj nie zasługiwali na wyróżnienie. Dotarł i do mnie ze swoją ofertą.

— Hej! — rzucił przyjaźnie. — Mam dla ciebie dobrze płatną pracę. Na dwa tygodnie. Zobacz, ile zarobisz! — dodał kusząco.

Gwizdnąłem z wrażenia, gdy na ekraniku ujrzałem sumę. Nadchodziły tłuste lata? Każdego można było za to kupić.

— A co miałbym robić? — zapytałem z przejęciem. — Szukają kolesia do sprzątania?

— To fucha akurat dla ciebie — wyjaśnił, nie przejmując się moim żałosnym poczuciem humoru. — Polecisz do Galaktyki Trójkąta. Na jednej z planet jest tam ośrodek, w którym pracuje osiem młodych kobiet. Są laskami jak marzenie. Masz im się przyjrzeć i wybrać trzy, twoim zdaniem najbardziej udane. Oczywiście, wszystkie są chętne i będziesz mógł z nimi się zabawić jak na wczasach w tropikach — czarował. — Nie ma tam innych facetów. Nie musisz więc obawiać się konkurencji — kusił jak wąż w rajskim ogrodzie.

— Ja mam wybierać? — zdziwiłem się. — Nie nadaję się do tego. Jestem zdrowo porąbany — odrzekłem szczerze. — A poza tym mam pecha. Ciekawe, kto się u was spodziewa, że okażę się bezstronny?

— Chodzi wyłącznie o twój kaprys — odparował. — Płacimy za twoje widzimisię, a nie za chłodny obiektywizm — wyjawił ze stoickim spokojem, rozwiewając moje wątpliwości. — Z trzema madonnami, które przypadną ci do gustu, przylecisz na Ziemię lub na Marsa.

— A to ciekawe? A co w tym czasie z Gingerem?

— Trafi do komfortowego schroniska dla zwierząt. Będzie mu tam dobrze. Pozna kilka atrakcyjnych samiczek — odparł. Drań miał dar przekonywania.

Intuicja mi mówiła, że nie powinienem się wahać. A poza tym tego ranka byłem w znakomitym humorze, w który wprawiła mnie słodka Madison. Dzięki niej czułem, że cały świat do mnie należy.

— Gdzie mam poślinić? — znowu zażartowałem.

— Tu przyłóż swój kciuk — pokazał. — Enbargoński wahadłowiec już czeka. Zawiozę cię na kosmodrom. Nie musisz brać ze sobą żadnych ciuchów ani kosmetyków. Wszystko znajdziesz na miejscu.

Rozejrzałem się dyskretnie dookoła. Nikogo nie zainteresowała nasza rozmowa. Brzmiała wyjątkowo niedorzecznie. Gdyby ktoś nas podsłuchał, uznałby, że trafił na dwóch czubków, którym tego ranka zapomniano podać leki. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzyłby, że mogę polecieć do Galaktyki Trójkąta.

(...)



0 1 2 3 4 5 ^