Edward
Guziakiewicz
ENBARGONKI

Fragment 2

D

opiero następnego dnia ze zgrozą pojąłem, że wpakowałem się w coś, w co trudno było uwierzyć. Ukręciłem na siebie bat i pogrążyłem się bez reszty. Z winy Enbargonów. Otworzyły mi się oczy podczas badań lekarskich. Leżałem sobie na wyściełanej platformie, a otaczające mnie automaty prześwietlały mnie na różne sposoby. Wyniki okazały się dobre, tym niemniej nadzorujący pracę urządzeń technik medyczny zatrzymał mnie, gdy próbowałem wyjść.

— Hej, kolego! — zawołał. — Proszę do mnie!

Usiadłem przy nim, nie wiedząc, o co mu chodzi. Dumał, niecierpliwie trąc brodę i wpatrując się w ekrany. Trzy naszywki na kieszonce dowodziły, że jest biegły w swoim fachu.

— Coś mi dolega? — grzecznie zapytałem, ale bez przekonania, bo czułem się zdrowy jak koń.

— William Smith? — rzucił, jakby chcąc się upewnić, że mnie z nikim innym nie myli. — Coś tu nie gra — orzekł wreszcie ze znawstwem. — Wygląda na to, że robisz mnie w ciula, przyjacielu. W twoim organizmie nie ma śladów promieniowania supernowej. U pozostałych z twojej ekipy je wykryłem. Najwyraźniejsze są u tych, którzy najdłużej przebywali na orbicie Antaresa. — A potem obrócił się do mnie. — Co tu dużo mówić, z tego, co tu mam, wynika, że kolega nigdy nie był w kosmosie.

Zrobiłem zdziwioną minę.

— Nie byłem, dobre sobie… — parsknąłem, patrząc na niego jak na wariata, lecz w chwilę później przeszył mnie straszliwy lęk. Moje oczy stały się okrągłe jak talary. Przyszła mi na myśl enbargońska medyczka i uderzył mnie niepokojący domysł. — Odwiedziłem jeszcze Galaktykę Trójkąta — wyszeptałem spierzchłymi wargami. Z trudem mi to przeszło przez gardło. — Czy mam… to samo… ciało? — zapytałem, czując nagły wstręt do samego siebie. Ze zgrozą obejrzałem swoje ręce, dziwiąc się, że wyglądają na ludzkie.

—  Wiesz, co, koleś? — wycedził. — Orientuję się, jak to jest z klauzulą poufności w waszej firmie, więc o nic nie pytam. Nie nadam temu żadnego biegu. Niemniej jednak powinieneś wiedzieć, że coś tu się nie zgadza. Ale co, to już twoja sprawa...

— Mógłbyś to sprawdzić? — wychrypiałem.

— Co sprawdzić?

— No, czy mam to samo ciało.

Przyjrzał mi się beznamiętnie. Moje pytanie nie zrobiło na nim wrażenia. Gdybym próbował mu wcisnąć, że jestem zakamuflowanym kosmitą, który nie chce się zdekonspirować, też spłynęłoby to po nim jak woda po kaczce.

— Po obiedzie będziemy przeprowadzać kolejne standardowe badania, to ci powiem — wygodnie się oparł i przeciągnął z ulgą. — Mamy tu twój materiał genetyczny, pobrany przed odlotem. Zobaczymy, czy pojawią się różnice na poziomie DNA.

Obiad zjadłem w milczeniu, siedząc jak trusia i nie otwierając do nikogo ust. Spojrzenie miałem nieobecne i trzymałem wszystkich na dystans. Odczekałem do czwartej po południu i z poczuciem tego, że stąpam po kruchym lodzie znowu udałem się na badania. Tym razem trwały one dłużej, a zajmowano się mną blisko godzinę. Po ich ukończeniu usiadłem z duszą na ramieniu przy techniku medycznym, czekając na wyrok.

— Wielu różnic nie ma — zaczął, gładząc swoją łysinę, z którą było mu do twarzy. — Tym niemniej to i owo wpadło mi w oczy. — Nie da się ukryć, zmodyfikowano cię genetycznie. Uszkodzone geny są jak nowe, uwolniono cię od skłonności do pewnych chorób i jesteś teraz młodszy o jakieś pięć lat. I będziesz się wolniej starzał, czego można ci pozazdrościć. Nie czeka cię kryzys wieku średniego — pozwolił sobie na ostrożny żart. — Jednak nie potrafię na sto procent rozstrzygnąć, czy jest to… twe wydanie pierwsze poprawione, czy całkiem nowe wydanie drugie. Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, to nadal ty. Tęczówki i linie papilarne się nie zmieniły. — I dodał: — Jesteśmy maszynami biologicznymi wyposażonymi w świadome ja. Twoja po prostu teraz lepiej działa...

Perorował beznamiętnie, jakby chodziło o coś z gruntu błahego. Gdybym umierał na rzadką egzotyczną chorobę, pewnie byłby bardziej przejęty.

— A co z moją głową? — odważyłem się zapytać.

— Nie znalazłem niczego, co mogłoby budzić twój niepokój — orzekł ze znawstwem. — Nie ma śladów po silnych wstrząsach psychicznych. Jeśli doznałeś bardzo silnej traumy, przekładającej się na zmiany chemiczne w twojej łepetynie, to nic po niej nie pozostało.

— Bloki motywacyjno-emocjonalne, zmiana systemu wartości?.. — zapytałem z miną prawdziwego znawcy.

Spojrzał na mnie lekko zdumiony i uśmiechnął się pod nosem.

— Podejrzewasz, że zostałeś poddany hipnozie? Takich rzeczy tu nie wykryjemy. Jeśli chcesz, możesz z tym udać się do specjalistycznej kliniki, ale wybulisz kupę szmalu. I pewnie niczego konkretnego się nie dowiesz. A przy okazji mogę ci coś zdradzić, chociaż nie powinienem tego mówić. Nasze badania swym zakresem obejmują również obserwacje z kamer. Przyglądamy się, jak się zachowujecie, od chwili, kiedy pojawiliście się na Przylądku Canaveral. Wierz mi, masz takie same odruchy jak przed odlotem.

Podziękowałem technikowi i wróciłem do apartamentu. Ginger spał na środku królewskiego łoża. Stanąłem nagi przed dużym lustrem i obejrzałem swoje ciało. Było jakie było. Kolor oczu mi się nie zmienił. Włosy pozostały bez zmian. Lekarz lekarzem, jednak intuicja mi podpowiadała, że powinienem upewnić się po swojemu. Na plecach pod lewą łopatką miałem charakterystyczny pieprzyk, który matka całowała, kiedy byłem malcem. Odwróciłem się plecami do lustra, zezując za siebie, by ze zgrozą odkryć, że zninął bez śladu. Niestety, skóra w tym miejscu była gładka. Przepadł też maleńki tatuaż, który zrobiono mi na prawym pośladku, kiedy chodziłem do szkoły.

Spokój, który mnie ogarnął po rozmowie z technikiem, ulotnił się bez śladu.

— Kurwa, kurwa, kurwa! To nie jestem ja! — wrzasnąłem, wstrząśnięty do głębi.

Histerycznym krzykiem obudziłem Gingera. Poderwał się, nie wiedząc, co się stało. Przeciągnął się, zeskoczył z łóżka i poszedł na żwirek, żeby się załatwić.

Pojąłem, że muszę się upić. Dla pewności obejrzałem jeszcze stopy. Znaczyły się na nich kiedyś drobne, ledwo widoczne blizny, bowiem wystartowałem w zwariowanym konkursie na chodzenie po stłuczonym szkle, zorganizowanym po kilku piwach przez chłopaków z budy. Niestety, tych blizn też już nie miałem.

(...)


0 1 2 3 4 5

O autorze

1

FANTASTYKA

Fantastyką interesował się od późnych klas szkoły podstawowej. Czytywał prawie wszystko, co ukazywało się drukiem. Jest ona jego hobby, z racji zamiłowania do przedmiotów ścisłych, matematyki i fizyki.
2

ZAINTERESOWANIA NAUKOWE

Zajmuje go antropologia, historia filozofii i teologii, chętnie sięga po opracowania, związane ze współczesną hermeneutyką naukową. W zainteresowaniach historycznych zorientowany na starożytność, szczególnie na Bliski Wschód (biblijny Izrael).
3

PRZEDMIOTY ŚCISŁE

Zamiłowanie do przedmiotów ścisłych zaowocowało ponadto zainteresowaniem językami programowania. Autor jest więc również webmasterem i webdesignerem oraz administratorem stron internetowych.